Strona:PL Beaumarchais-Cyrulik Sewilski.djvu/088

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
82
Beaumarchais
Scena X
ROZYNA, FIGARO.

ROZYNA, wbiegając. Jakto! pan jeszcze tu, panie Figaro?
FIGARO. Bardzo szczęśliwie dla pani, panno Rozyno. Twój opiekun i nauczyciel śpiewu, mniemając że są sami, mieli ze sobą bardzo szczerą rozmówkę...
ROZYNA. A pan słuchał, panie Figaro? Wie pan, że to bardzo nieładnie.
FIGARO. Słuchać? Ba, to najlepszy sposób aby usłyszeć. Dowiedz się tedy, iż opiekun ma cię zaślubić jutro.
ROZYNA. Och! wielkie bogi!
FIGARO. Niech się pani nie obawia: damy mu tyle zajęcia, że nie będzie miał czasu myśleć o małżeństwie.
ROZYNA. Wraca już: wymknij się pan tylnemi schodkami. Umieram z przestrachu. (Figaro ucieka).

Scena XI
BARTOLO, ROZYNA.

ROZYNA. Czy był ktoś z panem tu przed chwilą?
BARTOLO. Don Bazyljo, którego odprowadziłem dla wszelkiej pewności. Byłabyś wolała pewnie, żeby to był imć Figaro?
ROZYNA. To mi zupełnie obojętne, upewniam.
BARTOLO. Radbym bardzo wiedzieć, co ten cyrulik miał ci tak pilnego do powiedzenia.
ROZYNA. Serjo pan pyta? Zdał mi sprawę ze stanu Marceliny, która, wedle tego co mówi, ma się bardzo nieszczególnie.
BARTOLO. Zdał ci sprawę! Założę się, że mu polecono, aby ci oddał jakiś liścik.
ROZYNA. Od kogóż-to, jeśli łaska?