Strona:PL Beaumarchais-Cyrulik Sewilski.djvu/087

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
81
Cyrulik sewilski

BAZYLJO. W takim razie, niema chwili do stracenia.
BARTOLO. A od kogóż to zależy, mości Bazyljo? Powierzyłem ci wszystkie szczegóły sprawy.
BAZYLJO. Tak; ale skąpiłeś na punkcie kosztów: w harmonji zaś nieskazitelnego porządku, nieformalne małżeństwo, niesprawiedliwy wyrok, jawne pogwałcenie prawa, to dysonanse, które trzeba zawsze przygotować i złagodzić doskonałym akordem brzęku złota.
BARTOLO, dając pieniądze. Muszę spełnić to czego żądasz, ale niech już będzie koniec.
BAZYLJO. To się nazywa mówić. Jutro, wszystko będzie skończone; pańską rzeczą zapobiec, aby, w ciągu dnia, nikt nie mógł przestrzec pupilki.
BARTOLO. Zdaj się na mnie. Przyjdziesz dziś wieczór, Bazyljo?
BAZYLJO. Nie licz na to, doktorze. Sprawa pańska zatrudni mnie cały dzień; nie licz na to.
BARTOLO, przeprowadzając go. Sługa.
BAZYLJO. Zostańże pan, doktorze, zostań.
BARTOLO. Nie, nie. Chcę zamknąć za tobą.

Scena IX
FIGARO, sam, wychodząc z alkierza.

Och! zbawienna ostrożność! Zamykaj, zamykaj bramę, a ja, wychodząc, otworzę ją hrabiemu. To wielki hultaj ten Bazyljo: szczęściem jeszcze większy głupiec. Trzeba stanowiska, rodu, rangi, słowem trzeba być czemś, aby móc coś w świecie osiągnąć potwarzą. Ale taki Bazyljo! mógłby gadać bezeceństwa najprawdziwsze w świecie, niktby mu nie uwierzył.