Strona:PL Beaumarchais-Cyrulik Sewilski.djvu/084

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
78
Beaumarchais

ŻYWIEC. Panie, byłem... uach, uach!
BARTOLO. Zajęty jakiemś błazeństwem, jak zawsze? I nie widziałeś?
ŻYWIEC. Oczywista, że widziałem. Znalazł mnie ciężko chorym, wedle tego co mówił: musi to być prawda, bo od samego słu-auch-ania tego co mi gadał zaczęło mnie łamać po kościach. Uach, uach.
BARTOLO, przedrzeźniając go. Od samego słuu-ach-ania?... Gdzież ten nicpoń Młokos? karmić lekami smarkacza bez mego zlecenia! W tem tkwi jakieś szelmostwo.

Scena VII
BARTOLO, ŻYWIEC, MŁOKOS, wchodzi krokiem starca, wspierając się na lasce; wchodząc, kicha kilkakrotnie.

ŻYWIEC, wciąż ziewając. Mło-o-okos?...
BARTOLO. Wykichasz się w niedzielę.
MŁOKOS. Oto już więcej niż pięćdziesiąt... pięćdziesiąt razy... w jednej minucie!... (kicha) duszy już nie czuję.
BARTOLO. Ha! pytam was obu, czy był ktoś u Rozyny, i nic mi nie mówicie, że ten cyrulik...
ŻYWIEC, ciągle ziewając. Ech, alboż to jest ktoś, pan Figaro? Uach...
BARTOLO. Założę się, że ten frant jest z nim w zmowie...
MŁOKOS, becząc głupawo. Ja!... ja z kimś w zmowie!
ŻYWIEC, kichając. Ech, panie, czy to... czy to jest spra... sprawiedliwość?
BARTOLO. Sprawiedliwość! Właśnie mi coś dla takich jak wy nędzarzy: sprawiedliwość! Poto jestem waszym panem, abym zawsze wobec was miał rację.
ŻYWIEC, kichając. Ale, dalibóg, kiedy coś jest prawda...
BARTOLO. Kiedy coś jest prawda! a jeśli ja nie chcę żeby