Strona:PL Beaumarchais-Cyrulik Sewilski.djvu/083

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
77
Cyrulik sewilski

BARTOLO. Co się tyczy okien na ulicę, myśl nie byłaby zła... Cyrulik nie zachodził bodaj do ciebie?
ROZYNA. Czy i on budzi w panu niepokój?
BARTOLO. Tak jak każdy inny.
ROZYNA. W istocie, bardzo uprzejma odpowiedź!
BARTOLO. Ba! tylko ufaj całemu światu, a będziesz miał niebawem w domu poczciwą żonę, gotową cię zdradzić, poczciwych przyjaciół czyhających aby ci ją zdmuchnąć i poczciwych służących, gotowych w tem pomagać.
ROZYNA. Jakto! tyle pan nawet nie przypuszcza cnoty i zasad, iżby się były zdolne oprzeć pokusom imć Figara?
BARTOLO. Kiż djabeł się wyzna na kaprysach kobiet? Widziałem dosyć owych cnót i zasad...
ROZYNA, w gniewie. Ależ, panie, jeśli wystarczy być mężczyzną aby się podobać kobiecie, czemuż więc pan niepodoba mi się tak strasznie?
BARTOLO, zdumiony. Czemu?... Czemu?... Nie odpowiadasz na pytanie: zatem, ten cyrulik?...
ROZYNA, podrażniona. Więc tak, był, widziałam, rozmawiałam. Nie kryję nawet, że jest mi sympatyczny: i obyś się pan mógł udławić z wściekłości. (Wychodzi).

Scena V
BARTOLO sam.

Och! psy! poganie! ta służba łajdacka! Młokos! Żywiec! Żywiec przeklęty!

Scena VI
BARTOLO, ŻYWIEC.

ŻYWIEC, wchodzi ziewając, zaspany. Uach, uach!
BARTOLO. Gdzieżeś ty siedział, tumanie zatracony, wówczas gdy ten balwierz wszedł do domu?