Strona:PL Beaumarchais-Cyrulik Sewilski.djvu/074

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
68
Beaumarchais

FIGARO. Ba! najlepsze! w niem radość!
HRABIA. Ktoś uchylił drzwi.
FIGARO. To doktór: usuńmy się, póki nie odejdzie.

Scena V
HRABIA i FIGARO ukryci; BARTOLO.

BARTOLO wychodzi, mówiąc w głąb domu. Wracam za chwilę; nie wpuszczać mi nikogo. Cóż za osieł ze mnie, że zgodziłem się zejść na dół! Z chwilą gdy minie prosiła, powinienem się był domyślić... Ten Bazyljo nie przychodzi! Miał wszystko przygotować, aby małżeństwo mogło się odbyć sekretnie jutro, i przepadł bez słychu! Pójdźmyż zobaczyć, co mogło go zatrzymać.

Scena VI
HRABIA, FIGARO.

HRABIA. Co ja słyszę? Jutro ma zaślubić Rozynę potajemnie!
FIGARO. Excelencjo, trudność dzieła zdwaja jedynie potrzebę determinacji.
HRABIA. Któż to znów ten Bazyljo, który zajmuje się jego małżeństwem?
FIGARO. Et, mizerny człeczyna; obznajmia trochę z nutami pupilkę doktora; zarozumiały ze swej sztuki, łajdus, golec, na kolanach przed talarem; z tym łatwo będzie dojść końca, Excelencjo... (Spoglądając ku żaluzji). Jest, jest!
HRABIA. Kto taki?
FIGARO. Za żaluzją, ona, ona. Nie patrz pan, nie patrzże pan!
HRABIA. Czemu?
FIGARO. Czyż nie pisze: „Zaśpiewaj pan od niechcenia?“ to znaczy, zaśpiewaj pan... tak, jakbyś śpiewał... jedynie aby śpiewać... O, o, jest, jest.