Strona:PL Beaumarchais-Cyrulik Sewilski.djvu/073

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
67
Cyrulik sewilski

FIGARO. Czyż ja chcę komu szkodzić? Wszyscy w tym domu potrzebują mych usług. Chodzi tylko o to, aby ich zatrudnić naraz.
HRABIA. Ale doktór może powziąć podejrzenie.
FIGARO. Trzeba działać tak szybko, aby nie miało czasu się narodzić. Przychodzi mi myśl. Pułk Następcy tronu przybywa do miasta.
HRABIA. Pułkownik należy do mych przyjaciół.
FIGARO. Doskonale. Przedstaw się pan u doktora w kawaleryjskim mundurze, z biletem kwaterunkowym; będzie musiał pana pomieścić; ja podejmę się reszty.
HRABIA. Wybornie.
FIGARO. Nie byłoby nawet źle, gdybyś pan wyglądał troszkę pod dobrą datą.
HRABIA. Dlaczego?
FIGARO. I zachował się nieco za swobodnie, pod pozorem zaprószonej głowy.
HRABIA. Ale na co?
FIGARO. Aby nic nie podejrzewał i aby mniemał, że panu pilniej do dobrego łóżka, niż do miłostek w jego domu.
HRABIA. Kapitalnie. Ale czemuż ty sam tam nie idziesz?
FIGARO. Ja! Bagatela! Będziemy mogli mówić o szczęściu, jeżeli nie pozna pana: pana, którego nigdy w życiu nie widział na oczy. W jakiż sposób wprowadziłbym pana później?
HRABIA. Masz słuszność.
FIGARO. Boję się, że pan nie potrafi odegrać tej trudnej roli. Kawalerzysta... cokolwiek pod dobrą datą...
HRABIA. Żartujesz chyba. (Przybierając głos pijanego). Czy tutaj mieszkanie doktora Bartolo, mój przyjacielu?
FIGARO. Wcale nieźle, na honor; nogi tylko trzeba lepiej napoić. (Bardziej pijano). Czy tutaj...
HRABIA. Pfe, to pijaństwo gminu!