Strona:PL Beaumarchais-Cyrulik Sewilski.djvu/072

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
66
Beaumarchais

HRABIA. Powiadasz, że obawa galantów każe mu trzymać drzwi zamknięte...
FIGARO. Dla całego świata: gdyby ją mógł zamurować...
HRABIA. Tam do licha, to gorzej! Masz może przystęp do niego?
FIGARO. Czy mam! Primo, domek, stanowiący moje mieszkanie, należy do doktora, który trzyma mnie w nim gratis.
HRABIA. A! a!
FIGARO. Tak. Ja zaś, przez wdzięczność, przyrzekam mu dziesięć dukatów rocznie, również gratis.
HRABIA, zniecierpliwiony. Jesteś jego lokatorem?
FIGARO. Co więcej, jego cyrulikiem, chirurgiem, aptekarzem: nie uświadczysz pan w domu doktora jednego machnięcia brzytwą, lancetem lub serengą, któreby nie wychodziło z pod ręki pańskiego podnóżka.
HRABIA ściska go. Och, Figaro, przyjacielu, ty będziesz mym aniołem, wybawcą, bóstwem opiekuńczem.
FIGARO. Tam do kata! jak to potrzeba błyskawicznie zmniejsza oddalenie! Niema, jak kochankowie!
HRABIA. Szczęśliwy Figaro! Ujrzysz mą Rozynę. Pojmujesz ty swoje szczęście?
FIGARO. Też bajdy zakochanego! Alboż ja się w niej durzę? Obyś pan mógł zająć moje miejsce!
HRABIA. Ach! gdyby można usunąć wszystkie straże!
FIGARO. Nad tem właśnie myślałem.
HRABIA. Bodaj na kilka godzin.
FIGARO. Zaprzątając ludzi ich własnemi interesami, broni się im szkodzić sprawom drugich.
HRABIA. Zapewne. Cóż więc?
FIGARO, w zamyśleniu. Szukam w głowie, czy moja apteka nie mogłaby dostarczyć niewinnych środeczków...
HRABIA. Zbrodniarzu!