Strona:PL Bełza Władysław - Dla dzieci.djvu/171

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


»Nieś przestrogi groźnej słowa,
»Po przezroczu wód szerokiem:
»Córy polskie sam Bóg chowa —
»Przed łakomem wrogów okiem!«

I z tem, drżąca i spłoniona,
Niby rybka w tonie pluska;
Fala, lekko potrącona,
Mieni się jak srebrna łuska...

Chwilę krótką, Wisły wody
Drgały dreszczem w głębiach fali,
Lecz po chwili, bez przeszkody,
Znów jak przedtem biegły dalej.


*

Cóż za dziwne tajemnice
Noc przed oczy moje kładzie?
Siwi starce i dziewice
I młódź bieży tu w nieładzie.

Jakiż przestrach gna ich srogi?
Czego chcą tu w tej godzinie?
Co oznacza ten krzyk trwogi,
Co z ich piersi w niebo płynie?

Niby jakieś mary nowe,
Pod olbrzymich duchów wodzą:
Idą płaczki pogrzebowe
I w rozgłośny jęk zawodzą.

Idą wieszcze i kapłani,
I grzmią w niebo z piersi całej:
»Niema, niema naszej pani,
»Gołębicy naszej białej!«