Strona:PL Barrie - Przygody Piotrusia Pana.djvu/139

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


O nie, tego wieczoru nie wyglądały wcale na „tańcliwe“, gdy wtem zabrzmiał serdeczny, głośny śmiech Czarnobrewki, która nadbiegła właśnie i koniecznie się upierała, żeby ją przedstawiono królewiczowi.
Tonia żywo podsunęła się bliżej, chcąc koniecznie zobaczyć, jak się powiedzie jej małej przyjaciółeczce, choć prawdę mówiąc, żadnej nie miała nadziei, żeby królewicz zwrócił na nią uwagę. Elfy również nie spodziewały się niczego po małej śpiewaczce, ale Czarnobrewka tem więcej miała wiary w siebie. Powiedziono ją przed oblicze Jego królewiczowskiej mości i doktor niedbale dotknąwszy palcem serca królewicza, (z największą skromnością osłoniętego klapą dyamentowego kaftana) miał już zawołać: „zimne! ciąg...“ gdy nagle urwał w pół słowa.
— Co to jest! — krzyknął i wstrząsnął sercem królewicza jak zegarkiem, a potem przyłożył do niego ucho.
— Na miły Bóg! — wrzasnął znowu, a niepokój całego dworu doszedł do tego stopnia, że kilkanaście osób zemdlało.
Wszyscy z zapartym oddechem patrzyli na królewicza, który znowu spoglądał na doktora z taką miną, jakby chciał zemknąć za dziesiątą górę.