Strona:PL Barrie - Przygody Piotrusia Pana.djvu/138

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wiano najcudniejsze damy, królewicz niedbałym gestem dawał znak, że mogą się oddalić, a nieszczęsne odchodziły, zalewając się gorzkiemi łzami.
Tonia widziała również napuszonego doktora, ciągle badał serce królewicza i jak papuga wywrzaskiwał ciągle to samo słowo. Strasznie jej było żal maleńkich bożków miłości, bo ile razy doktor zawrzeszczał „zimne! ciągle zimne!“ biedaki postawione za karę w ciemnym kącie i w oślich czapkach na głowie, przykucały z przestrachu, jakby każdy z tych wyrazów był uderzeniem bata.
Trochę była zdziwiona i rozczarowana, że Piotruś nie brał udziału w uroczystości. Muszę wam nawet powiedzieć z jakiego powodu przybył tego wieczora tak późno. Otóż stateczek jego uwiązł w krach lodowych na Wężowem jeziorze i Piotruś musiał przez wiele godzin przebijać sobie drogę poczciwym swoim rydelkiem.
Elfy nie wyglądały go dziś z takim upragnieniem jak zazwyczaj, bo czuły się zbyt nieszczęśliwe, żeby módz tańczyć. Elfy mają taką naturę, że jak im bardzo co dolega, zaraz zapominają wszystkich tańców, dopiero kiedy zmartwienie ich minie, przypominają je sobie nanowo. Danio nawet twierdzi, że elfy nie mówią nigdy o sobie, że są „szczęśliwe“ tylko „tańcliwe“.