Strona:PL Barrie - Przygody Piotrusia Pana.djvu/137

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


skoczyła z ręki Toni na ścieżkę, wysłaną czerwoną wstążką i pobiegła ku pałacowi, wołając jeszcze ku Toni, żeby nie ważyła się iść dalej, bo królowa elfów mogłaby jej zrobić coś złego.
Ale Tonia pragnęła tak bardzo zobaczyć zabawę elfów, że nie zważając na ostrzeżenia, puściła się za Czarnobrewką. Wkrótce dojrzała oślepiającą łunę świetlną, bijącą pod kopułą siedmiu kasztanów hiszpańskich. Tonia podsunęła się jak mogła najbliżej i przykucnąwszy za pieńkiem drzewa, patrzyła. Na wysokości dorosłego człowieka unosił się nad „czarodziejskim kręgiem elfów“ żywy baldachim świetlny, utworzony z ogromnej ilości robaczków świętojańskich. Tysiące elfów przyglądało się zabawie z zajęciem. Ale że stały w cieniu, drobne ich postacie wyglądały bardzo szaro i niepozornie, w porównaniu z cudnemi istotkami, uwijającemi się po „czarodziejskim kręgu“.
Tonia nie mogła wprost pojąć, że serce królewicza może pozostać nieczułem, wobec tylu cudnych twarzyczek. A jednak tak było niezawodnie. Łatwo to było poznać po przeciągniętych minach królowej i dam dworu, (choć udawały biedaczki, że sobie z tego nic nie robią). Twarz młodego królewicza tchnęła śmiertelnem znudzeniem. Gdy mu przedsta-