Strona:PL Barrie - Przygody Piotrusia Pana.djvu/115

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nie ruszyć się z miejsca, jeżeli wiedziała, że ktoś ma spełnić jakiś czyn bohaterski; ale Jasiowi nie spieszyło się tak bardzo i kiedy go zapytała, którego dnia „po dzwonku“ pozostanie w Parku, Jaś odparł krótko: — „Ach, któregokolwiek!“ Prawdę mówiąc, Jaś żadnego dnia nie wybrał i dlatego ile razy pytała go Tonia: — „Czy to dzisiaj może?“ mógł z całą pewnością odpowiedzieć, że „nie dzisiaj“. Tonia zaś przypuszczała, że Jaś czeka na jakiś dzień najlepszy ze wszystkich.
Sporo dni upłynęło od tej rozmowy; cały park pokrył się śniegiem, a powierzchnia Okrągłego stawu zamieniła się w taflę lodu. Lód nie był jeszcze dość mocny, żeby się ślizgać na nim, ale codziennie można go już było łamać, przez rzucanie nań wielkich kamieni. Mnóstwo jasnowłosych chłopczyków i dziewczynek oddawało się tej zabawie z upodobaniem.
Kiedy Jaś z Tonią weszli do Parku, chcieli natychmiast skręcić na ścieżkę, wiodącą do Okrągłego stawu. Ale ich czarna piastunka Aja kazała im najpierw odbyć porządny spacer dla rozgrzania się i popatrzyła na tablicę u wejścia, na której była naznaczona godzina zamknięcia parku. Park miał być zamknięty o pół do 6-tej. Poczciwa czarna Aja tak się zawsze śmiała serdecznie, że tyle białych dzieci