Strona:PL Barrie - Przygody Piotrusia Pana.djvu/116

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


jest na świecie, ale tego wieczoru odechciało jej się śmiać na długo.
Dzieci przechadzały się więc z Ają wzdłuż Alei dzidziusiów, gdy nagle wybiła godzina 5, a zaraz potem rozległ się sygnał zamknięcia parku. Aja była zdumiona, bo ani jej przez myśl nie przeszło, że elfy przemieniły tablicę, żeby wcześniej rozpocząć bal. Za to Jaś i Tonia poznali się na podstępie elfów odrazu. Aja pozwoliła dzieciom pobiedz tam i z powrotem do Wyścigowej góry, bo nie przeczuwała nawet, jakiem wzruszeniem biją serduszka jej wychowanków. Jaś czuł dobrze, że nigdy nie zdarzy mu się druga taka sposobność wzięcia udziału w balu elfów, Tonia rozumiała to również i oczy jej pytały natarczywie: „Czy dziś zostaniesz Jasiu w parku?“ A Jaś chwytał ustami powietrze i kiwał głową potakująco. Wtedy Tonia ujęła go za rękę. Ręka Jasia była zimna, ale rączka Toni gorąca. Tonia pieszczotliwie przytuliła się do brata i owinęła szyję jego, własnym szalikiem. — Boję się, żeby ci nie było zimno — szepnęła z twarzyczką promieniejącą radością i wzruszeniem. Ale Jaś zasępiony milczał.
Kiedy już dobiegli do Wyścigowej góry, Jaś rzekł po cichu: „Boję się, że Aja mnie stąd widzi i nie będę mógł zostać tu na noc“.