Strona:PL Barrie - Przygody Piotrusia Pana.djvu/114

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Ależ Jasiu — tłumaczyła Tonia, przejęta czcią głęboką dla jego odwagi — elfy strasznieby za to były złe na ciebie.
— Och zapewne! — odparł niedbale Jaś.
— Może... może Piotruś Pan weźmie cię na swój stateczek i przepłyniecie razem Wężowe Jezioro? — mówiła dalej Tonia, drżąc ze wzruszenia.
— O z wszelką pewnością! — odpowiedział Jaś tym samym tonem. Cóż dziwnego, że Tonia dumną była z takiego brata?
Dzieci nie powinny były mówić o tem tak głośno, bo pewien elf, zbierający szkieleciki zeschłych liści, z których elfy tkają swoje sukienki letnie, podsłuchał ich rozmowę i od tej chwili Jaś miał we wszystkiem „pecha“. Jeżeli usiadł na którym ze słupków ogrodowych, słupek wywracał się razem z nim, bo elfy umyślnie ochwiewały go pod ziemią, żeby Jaś rozbił sobie głowę, albo chwytały go za sznurowadła trzewików i Jaś padał na ziemię i nabijał sobie potężnego guza. Nawet kaczki wciągnęły do spisku, i namówiły je, żeby stateczki puszczane przez Jasia na Okrągłym stawie, wpychały pod wodę. Najwięcej przykrych wypadków w Parku powodują rozgniewane elfy, to też trzeba bardzo uważać co się o nich mówi.
Tonia miała taką naturę, że mogła dzień i noc