Strona:PL Ballady, Legendy itp.djvu/94

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Gdy ja groźnie zapowiadam pomstę i zagładę,
Te do niego ząbki szczerzą, ze spotkania rade.
Wionął wietrzyk i odsłonił z rąbków niespodzianie
Cudne łona, te drżą lekko, jak wód falowanie,
Gdy po nocy ciepłej, cichej błyska dnia zaranie.

Gdym wyliczał wszystkie klęski, za grzech wszystkie kary,
Mało zważał na me słowa ów Hebrajczyk stary,
Uśmiech igra w jego ustach, możesz czytać w twarzy,
Że niewiele sobie słowa, com powiedział, waży.
Jego myśli już nie miały prawdy tej, szczerości
Znanej sercu patryarchów, niemniej nas za gości
Swych uważał, podejmując obu po kolei.
Szyję zginał, córkom prawił, żeśmy wprost z Chaldei
Tu przybyli, że naszego ojca zna oddawna.
Uderzyła o cymbały czyjaś ręka wprawna.
Stół nakryty, w blasku złota szereg czasz się mieni.