Strona:PL Ballady, Legendy itp.djvu/61

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Była cisza. Matka Boża
Popatrzała długą chwilę
Na bociana, na Franciszka,
A jak zawsze, tak i teraz
W niebie była pośredniczką.
Przemówiła, głos jej dźwięczał.
Jako dzwonki srebrne dźwięczą:

— „Trzeba wszystkim zrobić zadość,
„Jak obydwu przyjaciołom,
„Tak i naszym świętym w niebie.
„Nic dziwnego, — bocianowi
„Tęskno musi być za ziemią,
„A więc niechaj zleci na dół,
„Jako poseł Pana Boga,
„Niech pobędzie przy strumyku,
„U tych błotnisk i moczarów
„I niech wraca, kiedy zechce
„Tu, do nieba, do Franciszka“.

I, skinąwszy, ukazała
Krzak niebiańskiej wonnej róży;
Pod nim spali połączeni
Dwaj w uścisku aniołkowie.
Wnet na rozkaz Matki Bożej
Rozstąpiły się obłoki,
Zaświeciło jasno słonko
I ujrzano naszą ziemię,