Strona:PL Ballady, Legendy itp.djvu/135

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Zwarli się jeźdźcy. Guntram z konia leci,
Za nim wnet Kuno, za nim Günther trzeci.
Reszta bez walki w szrankach składa broń,
Trąb znów i bębnów słychać naraz dźwięki,
Sibo przyklęka, bierze z Hildy ręki
Pierścień, jej kibić obejmując wpół.
Zaś ojciec Hildy, idąc sam na przedzie,
Zebranych gości na pokoje wiedzie
I za biesiadny sadza stół.


XLII

Mab się nie cieszy z mojej opowieści,
Mówi, że morał w końcu się nie mieści.
Za karę odtąd będzie mijać mnie,
Już więcej snów mych wyzłacać nie będzie,
W pajęczą tkankę pereł mi nie wprzędzie,
Rozbrat uczynić z moją muzą chce.
Jednak, jak mniemam, zechce się przebłagać
I raźno będzie znów biczykiem smagać,
Kierując ku mnie złoty rydwan swój;
Kiedy, dziecino ty ma, luba, mała,
Mój złotowłosy skarbie, perło biała,
Uśmiech na ustach ujrzy twój.

Jarosław Vrchlicky.