Strona:PL Ballady, Legendy itp.djvu/121

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Że ktoś z szyderstwem zęby szczerzył doń
W chwili, gdy puhar odrzucił z pogardą;
Że jeden z karłów spojrzał strasznie hardo,
Podniósłszy groźnie zaciśniętą dłoń;
Że dookoła, kędy zwróci oczy,
Widzi przed sobą obmierzły łeb smoczy,
Nie wie, co teraz począć dalej ma.
Wzburzony srodze, wrócił znów na salę,
Jakoś mu wino nie smakuje wcale,
Zda mu się nudną w szachy gra.


XVII

Jednak myśl pewna pieści jego łono,
Że ta, co dzisiaj jest mu przyrzeczoną
Jutro na wieki jego może być.
Nie dziw, że zemsta nie jest straszna temu,
Kto jutro śluby składa bóstwu swemu.
A wszak od jutra on ma z Hildą żyć!
Chwycił za puhar. Wtem rogów dźwięk nowy
Z dołu dolata. Snać na próg zamkowy,
Ktoś wstąpił. Sibo zerwał się co tchu.
Po chwili herold wkroczył do komnaty,
Przybrany w kołpak, pióra, złote szaty,
I list z pokorą wręcza mu.