Strona:PL Antoni Malczewski, jego żywot i pisma.djvu/053

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


„Wacław!“ krzyknęła Maria, i prędzej niż strzała,        435
Kirem okryta postać do niego leciała.

XV.

O! jakże szczęście ładnie, jak żywo oświeca
Młode szlachetne czoła a nadobne lica!
Jak w pogodnem spojrzenin jaśniało wspaniale,
Wdzięczne serce młodzieńca w całej swojej chwale!        440
I na tle przezroczystem pociechy rozlanej,
Słodkie sny przez nadzieję duszy kołysanej:
Mężny, wyniosły, miły, po niszczącej burzy,
Różowy blaskiem tęczy co mu przyszłość wróży,
Z jakąż lubą roskoszą w każdej żyły biciu,        445
Ujął w spragnione ręce swój wdzięk cały w życiu!
Z jakże pyszną opieką tkliwe, drzące łono,
Skrytej, cichej pieszczoty utulił obroną!
Precz złocisty luzaku, weź tego rumaka,
By nie spłoszyć miłości pierzchliwego ptaka.        450
A ty panie mieczniku spocznij, moja rada;
Kręci się łza w twem oku i na wąsy spada,
To może już i w boju robi ci się ckliwo?
A Maria? ah! i Maria czuła się szczęśliwą,
Szczęsciem niewiast, dla których słodkie w życiu chwile,        455
Są jak pogodne niebo, gdy piorun grzmi w tyle!