Strona:PL Antoni Lange - Rozmyślania.djvu/123

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


VIII   Nirwana


Są chwile tak ponure i tak bezpromienne,
I tak pełne rozpaczy — i tak pełne grozy —
I takiej zamogilnie stęsknionej newrozy,
Że grób milszy nad turmy życiowej Gehennę.

I śród ponurej mogił tej apoteozy
W mózgi nasze Nicestwa egoizmom lenne
I od trucizny zwątpień wieczystych bezsenne —
Zabijających pytań cisną się połozy.

Po co żyjem? i po co te płomienne globy
Uchodzą w nieskończoność jak kamienne groby
W grozie przed tą chorobą woli — przed istnieniem?

Jak zapomnieć te chwile, co w konwulsyach płyną?
Miłością — wiedzą — pieśnią — narghilem — morfiną,
Apatyą — samobójstwem — czy ubezpłciowieniem?