Strona:PL Antoni Lange - Rozmyślania.djvu/022

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


IX


Mam jedno dziwne, prawie dziecinne marzenie —
Wysnute, zda się, z bajań o godzinie szarej:
Są ludzie, którzy mają podwójne widzenie
I nieraz zoczą innym niedojrzane mary.

Tajemnych krain bytu misterni pający
Tak subtelnie swą lotną snują pajęczynę —
Że w nieziemskim fluidzie jej — umierający
Czasem cień swój wysyła w daleką krainę — —

I tym, kogo ukochał, widmem się ukaże,
I na chwilę przed nimi, jako żywy stanie — —
I tak po raz ostatni spojrzy na ich twarze
I niemo im ostatnie złoży pożegnanie!

Obym w godzinie śmierci mógł rozpleść swe ciało,
I, nim ono w proch pójdzie, nim dusza uleci —
Niech ten cień — eterową strojny szatą białą,
Ani duch, ani ciało, jakiś żywioł trzeci —

Niechaj ten cień popłynie przez góry i rzeki,
Niechaj się jej ukaże i niech ją pozdrowi...
Gdziekolwiek ona będzie!... Niech, chociaż daleki,
Zaświadczy, żem był zawsze wierny jej duchowi.