Strona:PL Antoni Lange - Malczewski i kilka erotyków.djvu/090

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ZOFJA

Gdzie jestem? Ach, widziałam świetlane anioły —
Widziałam ukraińskie stepy aksamitne —
I słońce srebrno-złote, i niebo błękitne...
I ty byłeś tam także sławny i bogaty,
I bardzo kochający... Ach, widziałam chaty
Białe, strojne dziewanną, słonecznikiem, makiem
Czerwonym jak korale... A stepowym szlakiem —
Widziałam — pędził kozak pana Wojewody.
W pasiece stała Marja, a z nią Wacław młody.


MALCZEWSKI

Co też ci się wciąż roi?...


ZOFJA

Takam wypoczęta,
Tak lekka, żebym latać mogła jak ptaszęta!
Ach, śniła mi się Marja. Pewnie świat uklęknie
Przed tobą, gdy zrozumie, jak ty piszesz pięknie.


MALCZEWSKI

Może, bardzobym pragnął. Jednakże dzienniki
Dotąd milczą o «Marji». Nie było krytyki — — —
Mam tu ból w prawym boku. Jestem zmordowany.
Odpoczynek, choć krótki, byłby mi wskazany.
Chowałem się w dostatkach. Jestem niezwyczajny
Tej walki o codzienny grosz... Żal mi Ukrajny —
Tam życie mi łatwiejsze byłoby i słodsze.
Lekkomyślnie straciłem w moje lata młodsze
Fortunę, com po ojcu swoim odziedziczył.
Ale teraz się w rzymskich będę cnotach ćwiczył:
Zwalczyć muszę tę nędzę, która nas przeżera.