Strona:PL Antoni Lange - Malczewski i kilka erotyków.djvu/091

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ZOFJA

Ach, jam ci jest ciężarem — oto prawda szczera.
Gdyby nie ja — toż wolny byłbyś jako sokół.
Ale czem ja bez ciebie będę? tyś mię okuł
Jakimś czarem tajemnym, przywiązał do siebie;
Nie opuszczaj mię! Smutek duszę mą pogrzebie.


MALCZEWSKI

Ach, ja cię nie opuszczam! Cóż ci w głowie świeci!

(Słychać pukanie. Malczewski otwiera. Wchodzi Widuliński)



SCENA IX
Ciż sami. Widuliński


WIDULIŃSKI

Bonjour, panie rymopis. Właśnie do waszeci
Z wielkim żalem przychodzę. Tydzień mija trzeci,
A o książkę, com wydał, nikt się nie zapyta.
Myślałem sobie, że to bajka wyśmienita:
Dla mężczyzn tu jest wojna — miłość dla panienek.
Najlepsze to są zawsze rzeczy do piosenek,
Ale niechaj to będzie tkliwie a wesoło,
Niech na końcu powieści młodych dziewcząt koło
Do ołtarza prowadzi narzeczoną młodą.
A tu co? Smutek — czarność — z onym Wojewodą —
Utopili dziewuchę — Miecznik też umiera!
A ten Wacław? Toż w głowie siedzi mu chimera.
Szalony, Bóg wie czego po ziemi się tłucze.
Nie, panie, twoją powieść chyba pióro krucze