Strona:PL Antologia współczesnych poetów ukraińskich.djvu/27

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.
    Z „WIĘZIENNYCH SONETÓW“.
    Sonet XI.

    Wstajemy, gdy zaświta, wpierw twarde ścielim łoże,
    Myjemy twarz, więzienie zamieciem na wyskoki,
    A potem po wilgotnej włóczymy się komorze
    I wtenczas słychać w kaźni wciąż kroki, kroki, kroki…

    Sześć tam i sześć z powrotem — ach nie jestże szeroki
    Nasz teren? lecz we trójkę niestety ciasno może:
    Więc chodzą dwaj, a jeden do pryczy grzeje boki,
    Gdy ten powstanie, siada w mig jeden z nas w pokorze.

    Raz w szybie borysławskim zasypał ciężar ziemi
    Wiertaczy dwu; nad nimi zawisły cztery deski,
    Jak miecze Damoklesa, pułapy ukośnemi.

    A mieli fajkę tylko i w kącie wody łezki
    Sączyły się; ten ssał je, ów ćmił na zapomnienie…
    Siedm dni! I nas uczyło tych samych sztuk więzienie.


    Sonet XIV.

    Dziś, kiedy wciąż daremnie, jak ryba w zdradnej sieci,
    Mój wolny duch się miota wzamroczach korytarzy,
    Gdy czuję, że mi duszę śmiertelne zimno warzy,
    A ogrzać mię, pocieszyć wieść żadna nie przyleci —