Strona:PL Antologia poetów obcych.djvu/142

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I balsam pieśni uroczo goi,
Ślady bolesnych ran w duszy mojéj.

Gdy ja z miłością lirę mą pieszczę,
Cudowniej twoje brzmią struny wieszcze,
Pod biegłem tknięciem mistrzowskiej ręki,
Co dnia zaklęte płyną z nich dźwięki:
Gdy się twe niebo chmurą przyćmiło,
Rozprosz ten pomrok twórczą ich siłą.

Nie masz-li barwnych kwiatów do sytu?
Na jasnem niebie brakłoż błękitu?
Morskaż się fala z pluskiem nie pieni?
Brak-że w dolinie czystych strumieni?
Czyż ci na polu nie dzwonią kłosy?
Czyż nie utkane w gwiazdy niebiosy?

Nie masz-li dziewcząt co cię pochwycą
Za serce, czarów pełną źrenicą,
Ciepłą jak słonko, co żary swemi
Roztapia śniegi kastylskiej ziemi.
Nie masz dla ciebie ten kraj wspaniały,
Drogich pamiątek wiekowej chwały?

Brak że tu zamczysk o wzniosłej wieży,
Które dziś powój oplata świeży;