Strona:PL Antologia poetów obcych.djvu/138

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


On zobaczył brzeg szeroki
Tam daleko, a nad brzegiem
Góra sięga pod obłoki,
Upowita białym śniegiem;
Niżéj łąka cudnie świeża,
I zielone drzewin sploty,
I u mętnych wód wybrzeża,
Rozesłany piasek złoty.

W cieniu klonów na dolinie
Widzi białéj chaty ściany,
Słyszy potok co tam płynie,
Po kamieniach rozpląsany.
I cóż błysło mu przed okiem?
Zaskrzypiały drzwi od sieni:
Ojciec, matka, drżącym krokiem,
Za próg wyszli pochyleni.

A tu bliżéj, bliżéj jeszcze,
Gdzie o piasek fala trąca,
Pierś młodziana zbiegły dreszcze...
Stoi siostra kochająca;
Wiatr jéj lica muska hoże,
Rozpostarła wszerz ramiona,
A za siostrą, kto?... mój Boże!
Cudne dziewczę... Ona... ona!