Strona:PL Anakreon.djvu/67

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Niech cię nie zraża różnica!
Choć róża szkarłatem pała,
A lilja zgoła jest biała,
Wieniec z nich splecion zachwyca. —



50. WE ŚNIE.

Na posłaniu rozciągnięty
A przez Bacha nieco cięty,
Raz zapadłem w sen głęboki.
Same śnią mi się uroki:
Śmiechy, żarty i swawole.
Bujam w pięknych dziewcząt kole.
Jak Bach, ładni chłopcy, mali,
Figlarnie się uwijali.
Drażniąc serce me raz w raz,
Bym się do tych dziewcząt rwał.
I już mnie ogarnia szał,
Kiedy naraz sen mój zgasł.

I zostałem sam, samotny,
Aż mnie ujął sen powrotny.



51. PORWANIE EUROPY.[1]

Widzisz tego woła? Mnie się
Zdaje że to Zews — o, dziecię...
Z Sydonu na grzbiecie
Dziewicę on niesie.

  1. Krótko, ale obrazowo, i że tak powiem, kinematycznie przedstawia tu poeta scenę uprowadzenia Europy, córki króla Fenicyi, przez zakochanego w niej Zeusa, który w tym zamiarze przemienił się w tura. Niesie on ją z Sydonu, miasta fenickiego; przebywa z nią morze i osadza na wyspie Krecie, gdzie ma z niej powstać dynastja panujących. — Mit, dość wyraźnie wskazujący, że król nieba, Zeus, w postaci słonecznego woła, od wschodu do zachodu, ponad lądy i wody, unosi boginię księżycową.