Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom XII.djvu/144

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Więc nasłał Panu Markowi
Czeladnika do warsztatu,
Serafinem zwał się on:
Włos długi, krótką miał bródkę,
Wzrok anioła, głos słowika,
Tęgo jadał, lepiéj pił,
Lecz dlatego, by do służby
Braci, ludzi nabrać sił.
„Rób, mawiał, ale zarobku
„Nie zachowuj, bo to kradzież,
„Co zarobisz, w czambuł daj.
„Z łotrami dziel się sumiennie
„Bo łotrowstwo to choroba,
„Na chorobę trza mieć wzgląd.
„Wspólne żony, wspólne dzieci,
„Taki nowy będzie skład.“
Na takie mowy Pan Marek
Wzruszał tylko ramionami,
A spytany rzekł: Ot kiep!
Serafin tem się nie zrażał,
Lecz szewcowi pochlebstwami
Tak podkadzał, że aż fe!
Zrazu szewc się krztusił nieco
Późniéj łykał cały dym.
Tak dobrze, iż do pół roku
Już uwierzył, że na niego
Posłannictwo zesłał Bóg.
Porzucił szydło, kopytka,
Świat chciał podszyć jak cholewę,
Zaczął szaleć, spiski knuć.
Za nim Melchior i Baltazar
Jakby jego własny cień.