Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom XII.djvu/145

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Jednego targu w Uhnowie
Szewc wyszedłszy z przyjaciołmi,
Nuż rozdawać wszystkim chleb,
Lecz cudzy, potem obuwie,
Ale cudze, potem odzież,
Ale cudzą. — Hałas, krzyk!
Vivat Marek! Szewca Marka
Na ramionach niesie tłum.
Jak skargi doszły na ratusz,
Ratusz wysłał swych pachołków,
By zrobili jaki ład.
Pachołki prędko zgarnęli
Dziesięcioro ludu z brzegu
I pod wielki wzięli klucz.
W Uhnowie wszystko spokojnie,
Wieczór Sędyk wino pił.
W dni kilka nadszedł i jarmark,
Już na szewca nikt nie czekał,
Każdy sobie brał, co chciał.
Jak swoje brał i bił jeszcze,
Bo łupieżcom z dawien dawna,
Złupionego przykra twarz.
Co to będzie? Co to będzie?
W mieście rozbój, w mieście gwałt.
Jak skargi doszły na ratusz,
Ratusz wysłał swych pachołków,
Lecz pachołków motłoch w łeb,
Pachołki w skórę ławników,
A ławniki w czub Sędyka;
Wszędzie nieład, wszędzie bój...
Wywrócono i kałamarz,
Diabeł z śmiechu boki rwał.