Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom XII.djvu/099

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Ciąć nim trudno, a do pchnięcia
Sam się chylił od ujęcia.
Kord Polaka zakrzywiony,
Lśnił gdzieniegdzie złotą żyłą,
Jezus Marya z jednéj strony,
Za Ojczyznę z drugiéj było;
Jak się wznosił, ledwie błysnął,
Oddaj się Bogu, jak świsnął.
Ufny Niemiec w wzrost olbrzyma,
Na pośrodku jak dąb stoi,
Szumi, łaje, drwinki stroi,
Króla, świadków w względzie nie ma,
Łatwo było łajać, szumieć,
Gdy go nie mógł nikt rozumieć.
Lecz nie długo mowa trwała,
Przyszło wkrótce do rozprawy;
Zapęd wielki, spór był żwawy,
Śmierć lub zemsta, wstyd lub chwała,
Niema środka i wyboru,
Ten być musi koniec sporu.
Niemiec chytry, zdrad używa,
W lewo zmierzy a pchnie w prawo,
Sztych po sztychu daje żwawo,
Nieda spocząć nie spoczywa,
Aż nareszcie się utrudził
Aż się Polak w końcu znudził.
Znudził fintami krzyżaka
I jak machnął w pierwszym kroku,
Miecz Niemca leżał na boku
A Niemiec u nóg Polaka.
Friede Herr! krzyknął w swéj mowie —
Żyj! mniejsza z tém! Mierzb odpowie.