Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom XI.djvu/036

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


rzające się bardzo często i dosyć przykre były przeprawy z piechotą. Piechur nie lubi i wprawdzie nie ma co lubić kiedy mu kto drogę przecina lub zboczyć przymusza, bo zatrzymany musi potém spiesznie dopędzać kolumny. Ucinki, drwinki, mniéj więcéj grzeczne i dowcipne leciały jak grad z pieszych szeregów na każdego, który siedząc na koniu do konnicy miał prawo być policzonym. Konnica śmiała się z tego i oddawała wet za wet jak mogła najlepiéj, ale pojedyńczemu jeźdzcowi jakoś to nie uchodziło a obojętném być nie mogło. Pomnażały się jeszcze dla nas w tym względzie nieprzyjemności z powodu mody, któréj niektórzy naśladując Cesarza i Księcia Berthier ulegli, tj. nienoszenia znaków oficerskich u kapelusza. Ja byłem jednym z tych, ale przyznam się, że nie z innych przyczyn jak tylko z oszczędności nie kupiłem w Dreznie złotych kutasików i złotéj plecionki do kokardy. Nieraz tego potém żałowałem. Jeżeli przytém surdut, który w wojsku francuskiém był zawsze cywilny, albo płaszcz zakrywał szlify, natenczas żarciki w kłótnie łatwo przechodziły. Pod Hanau kula armatnia z trzaskiem i łoskotem przetorowawszy sobie drogę przez gałęzie otaczających nas dębów, zaszumiała nad sztabem cesarskim. Miała do wyboru Cesarza, Książąt, Jenerałów albo i jakiego z dzielnych rumaków tych wysokich Panów a przecie wybrała sobie moją biedną szkapę... com miał najlepszego. Uderzona w prawą łopatkę usiadła jak pies na zadzie. Odpiąłem mantelzak, wyjąłem pistolety, oddałem Rejtanowi, ściągnąłem musztuk i nie wstydzę się powiedzieć ze łzami w oczach objąłem i przycisnąłem do piersi