Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom VI.djvu/045

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
Joanna.

Lecz go Pani traci
Na druki swych utworów... Lubo to się spłaci,
Mówią, że w dziełach Pani zalegają krocie.
Prawda Panie Papryka?

Papryka (krząkając).

Tak... może... w istocie...

Laura.

Bajki.

Papryka.

Zgoda, (do Joanny) a zatém Panią prosić muszę,
Powiédz, na swe kupno jakie masz fundusze?

Joanna.

Fundusze? Mój mąż przyszły.

Papryka.

Zgoda, ale w razie
Jak mąż nie da.

Joanna (wpadając w rzetelny zapał).

Co za nonsens w tym wyrazie!
Nie da! Cóżby zmuszało w jarzmo wkładać głowę
I ciągnąć z jakim mężem co siebie połowę
Zostawił już za sobą w rozpustnéj swawoli,
Co mnie tylko ze swemi nudami zespoli?
Co mnie, setnéj już może, nie wzbroni uścisku...
Gdyby nie chęć na wyższém stanąć stanowisku;
Gdyby nie upragnienie zbytku, wystawności
A zwłaszcza dzika żądza wzbudzenia zazdrości?
Gdyby nie ruch zawrotny, namiętna zabawa,
Co pierś upajającém powietrzem napawa,
Co straszy i kołysze jak wzburzone morze
A które tylko piéniądz zapewnić nam może?
I mąż nie da? Naiwność dziwna na mą duszę!
Jak mu długów narobię to go dać przymuszę.