Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom IV.djvu/273

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ludmir.

Zasłużyłeżem na tę karę? Także zimna jest i ciężka żelazna ręka przyzwoitości tego poziomego świata, iż wzbrania wyjawienia najczystszego szacunku... przyjaźni... uwielbienia... Ach, nacóż próżnych słów szukać... najgorętszéj miłości!





SCENA VIII.
Helena, Ludmir, pan Jowialski, pani Jowialska.
P. Jowialski.

Dobre arcystaroświeckie polskie przysłowie: Gość w dom, Bóg w dom. Lepiéj mi kawałek chleba smakuje, kiedy go z kim dzielę.

Ludmir.

Gdzie taki gospodarz, o gości nie trudno.

P. Jowialski.

Nie każdy też to gość, miłym gościem. O nie jednym można powiedzieć: Głaszcz ty kotowi skórę, a on ogon w górę. Ale jeszcze nie widziałeś mojego ogrodu.

Ludmir.

Owszem, dopiéro tam byłem.

P. Jowialski.

Chodź więc. — Nigdy nie zapomnę dnia dzisiejszego. Jak nas zręcznie w pole wyprowadziłeś. Co téż ja się nie naśmiałem z kłopotów Janusza. Sam sobie biedy narobił. Bo kto w ul dmuchnie