Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom IV.djvu/197

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
P. Jowialski.

Jak na niemieckiem kazaniu, jak mówi...

Szambelanowa.

A dajże też mi Jegomość święty pokój z temi przysłowiami bez końca.

P. Jowialski (uradowany).

Prawda, że ich umiem bez końca.

Szambelanowa.

Prawdziwie, trzeba wierzyć, że Pan Bóg spuścił jakiś szał na całą familią Jowialskich.

P. Jowialska.

Oho! Pani Synowo.

Szambelanowa.

I ojciec i matka i syn i wnuczka za grosz rozsądku. — Bo lubię prawdę powiedzieć powoli, grzecznie i wyraźnie: za grosz, za grosz rozsądku.

P. Jowialski.

Powiem ci bajeczkę...

Szambelanowa (odsuwając rękę).

A ja powiem przysłowie. — Nie siej... wiecie co? — sami schodzą.

(odchodzi)






SCENA IX.
Pan Jowialski, Pani Jowialska, Helena, Szambelan.
P. Jowialski (wołając za Szambelanową).

Pewnie że wiem Adagium Knapiusza: Nie siej głupich, sami schodzą.

P. Jowialska (zdejmując okulary).

O, o, co toż to gada! — wszyscyśmy niby głupi —