Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom IV.djvu/196

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
Helena.

Ma majątek — nie przeczę. Ale ja nie dbam o złoto; czystą tylko miłość, niezawisłą od podłej rachuby szacować mogę.

P. Jowialski.

Miłość bez pieniędzy, wrota do nędzy.

Szambelanowa.

Otóż to Jegomość dobrze powiedział. — Trés bien.

P. Jowialski.

Jeśli moje zdanie, dobrze mówisz Janie.

Helena.

Nareszcie ja się nie sprzeciwiam — ale dla czego tak spieszyć.

P. Jowialski.

Co nagle, to po diable.

Szambelanowa.

Nagle moja panno? Wieleż jeszcze miesięcy, wiele lat jeszcze wzdychać ma u nóg srogiej wiejskiej Dulcynei człowiek rozumny, który bywał w świecie...

P. Jowialski.

Bywał Janek u dworu, wie jak w piecu palą.

Helena.

Ależ, kochana Matko, to jest krok stanowczy; łatwo słowo wymówić, ale co potém?

P. Jowialski.

Dobrze mówisz Helusiu. — Słówko wyleci wróblem, a wróci się wołem. Jak uczy, przysłowie.

Szambelanowa.

Przy największej cierpliwości trudno wytrzymać i na szaleństwie trzeba będzie skończyć. (do męża) Odezwij że się Waćpan przecie — czego stoisz?