Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom IV.djvu/195

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Szambelanowa.

Bylem powiedziała biało, cały dom krzyczy jak wrony: (udając) czarno! czarno!

P. Jowialski (biorąc za ręką syna i synową).

Za pozwoleniem, jedno słówko, parę wierszyków:

Kłódkę mąż żonie przywiózł na wiązanie,
Kłódka! co za myśl! na cóż to, kochanie?
Użyj jej jak chcesz, w jakimbądź sposobie,
Byleś użyła, ja zawsze zarobię.

P. Jowialska.

Dla Boga najsłodszego! co też ten Jegomość nie wygaduje!

Szambelanowa.

Dobrze, pięknie, rozumiem — kłódkę dla mnie — c’est bien. — (do męża) I ty cierpisz aby mnie znieważano do tego stopnia? — Ale daremna praca, ust mi nie zamkniecie i na dziesięć kłódek. — (do męża) Waćpan jesteś pantofel. (do Jowialskieqo) A Jegomości o nic w świecie nie idzie, tylko o sposobność umieszczenia swoich przysłowiów, które mi już kołkiem w gardle....

P. Jowialski.

Kością w gardle, mówi Knapiusz, nie kołkiem.

Helena.

Ja tylko proszę matki, aby tak lekce nie ważyła szczęścia mojego. Pan Janusz młody — prawda — ależ młodość nie jest rękojmią szczęścia dla żony.

P. Jowialski.

Stary ale jary, lepszy czasem od młokosa.

Helena.

Przystojny? to do gustu.

P. Jowialski.

De gustibus non disputandum.