Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom II.djvu/229

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Teraz służysz, a potém będą służyć tobie,
Teraz myślisz o pracy, potém o ozdobie,
Teraz chodzisz, a przy mnie usiądziesz w karecie,
A wstążek co mieć będziesz! nad wszelkie użycie.

Zosia.

Już ja Pawełka wolę.

Alfred.

I moja osoba,
Zdaje mi się, bez chluby, łatwo się podoba,
Nawet nie raz i nie dwa już mi to mówiono;
Będę mężem dość wiernym, ty bądź wierną żoną,
Bo o to bardzo proszę... i o cóż ci chodzi?

(obraca się)

Przypatrz się tylko dobrze, wszak cię wzrok nie zwodzi.

Zosia (po długiém przypatrzeniu się).

O, ja wolę Pawełka.

Alfred.

A, coż tam u kata!
Z tym przeklętym Pawełkiem czy mnie licho brata?

(do Zosi)

Może bierzesz za żarty? oto są dowody.
Umieszże czytać?

(tu w głębi się pokazuje panna Marta; okulary zielone, jakich się od kurzu używa, plaster na brodzie, kapelusz, kwef, i t. d.; dziwacznie ubrana; słucha Alfreda)
Zosia.

Trochę.

Alfred.

Lecz powiem ci wprzódy,
Dla czego, twojém zdaniem, tak dziwną rzecz robię:
Chcąc się prędko ożenić, ułożyłem sobie,
Że pierwsza, którą spotkam, byle tylko chciała,
Będzie i moję rękę i majątek miała,