Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom II.djvu/228

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
Zosia.

Być może.

Alfred.

Jakto, nie chcesz być panią?

Zosia.

Dziękuję.

Alfred.

Jakże ci imie?

Zosia.

Zosia.

Alfred.

Więc, Zosiuniu mała,
Trzeba, ażebyś na to dobrze uważała,
Że się nie zawsze spotkasz z takiém wielkiém szczęściem.

Zosia.

Dziękuję.

Alfred.

Czemuż, powiedz, gardzisz tém zamęściem?

Zosia.

Ja mam sobie równego, i kocham go szczérze.

Alfred.

Zapomnisz... i on sobie niech inną wybierze.
A ty, jak jego pani, dasz mu dom i rolę...
Jakże?

Zosia.

Bardzo dziękuję, ja Pawełka wolę.

Zdzisław (pisząc).

Pawełka woli.

Alfred.

Ale Zosiu, zważaj proszę,
Jakie ciebie w tym stanie czekają roskosze:
Czego tylko dziś pragniesz, będziesz w nim używać,
Teraz słuchasz, a potém będziesz rozkazywać,