Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom II.djvu/227

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Jakąż ja mam, do licha? „Majątek, majątek!“
Wszak mam. Cóż ona myśli?

Zdzisław.

Wyborny początek.

(zapisując)

Jałmużna... obraz męża.... wzgarda...

Alfred.

Czyś szalony!
Na cóż to wszystko pisać?

Zdzisław (pisząc).

Alfred urażony...

Alfred.

Nie pisz tego, Zdzisławie!

Zdzisław.

Ja z urzędu piszę,
I pisać będę wszystko, co tylko usłyszę.

Alfred.

Ale jak można pisać, co czasem w rozmowie...





SCENA IV.
Alfred, Zdzisław, Zosia.
Zosia.
(mając koszyk w ręku; niewidziana dotąd).

Nie chcą Panowie malin? maliny, Panowie!

Alfred (obracając się, z zadziwieniem).

Chcemy, chcemy, aniołku, ale razem z tobą.

Zosia.

O, tak! Bardzo dziękuję.

Alfred.

Pobierzem się z sobą.

Zosia.

Bardzo pięknie dziękuję.

Alfred.

Ja bo nie żartuję.