Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom II.djvu/230

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Choćby stara i brzydka, a żeś ty i młoda
I ładna i przyjemna, zatém prędsza zgoda.
Czytaj, oto mój podpis, drugiego brakuje.
Która podpisze, męża mieć będzie.

Zosia.

Dziękuję.

Alfred.

A gdybym później, czytaj, nie dotrzymał słowa,
Narzeczonej przypada majątku połowa.
Wierz mi, Zosiu, tém wszystkiém i panie nie gardzą.

Zosia.

Już ja wolę Pawełka, i dziękuję bardzo...

Alfred (urażony; wstrzymuje się).

Ależ moja Zosiuniu, kiedyś tak uparta...

(Panna Marta wyrywa pismo z rąk Alfreda, rzuca się obok Zdzisława, wyrywa pióro i podpisuje; Zosia śmiejąc się wybiega. Alfred i Zdzisław przestraszeni, długo zostają w nieporuszoném zadziwieniu).





SCENA V.
Alfred, Zdzisław, Panna Marta.
Panna Marta.
(podpisawszy, przypatruje się obu i mówi litewskim akcentem).

Tak, dobrze? wszak prawda, co? przeciem więcej warta,
Jak to głupie dziewcze... co? ni brzydkam, ni stara,
Będzie z nas nader miła i dobrana para!
Szlachetnegom jest rodu, dzwonek w herbie noszę,
Śmigalińska Marta, co? nie znacie mię, proszę!

(przejrzawszy, chowa papiery)

Więc Alfred. No Alfredzie, będę twoją żoną.
Co?