Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom II.djvu/165

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
Michał (w oknie).

Wiem już dalej drogę.

(już w pokoju)

Ach! czy tylko mnie kochasz?

Karol.

Teraz przejrzeć mogę.

(zdejmuje chustkę z oczów).

Cóż to jest?

Kasztelan.

Dół na wilka.

Karol.

Zofia! mój ojciec!

Kasztelan.

Potrafiłem nareszcie twoich sprawek dociec.
Do tegożto dążyły wszystkie twoje dzieła?
Tażto jest piękność, która twą duszę zajęła?
Wielkie muszą być wdzięki, wielkie jej powaby,
Kiedy, aby cię wstrzymać, honor był za słaby;
Tak honor.... boś bezwstydnie złamał słowo dane,
Aby wolno zamiary spełniać wyuzdane.
Miłość Zofii miałeś, szczęście cię czekało,
Lecz nie mogłeś ich cenić, boś ich godzien mało;
Zapomniałeś, coś winien i światu i sobie,
Zapomniałeś i ojca, co wszystko miał w tobie.

Karol.

Ach, ojcze, ojcze, słuchaj!

Kasztelan.

Cóż ta skrytość znaczy?

(odsłania Michała)

Niechże i moje oko tę piękność zobaczy.

Karol.

Co! Michał! A hultaju! ty śmiałeś mnie zwodzić?