Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom II.djvu/144

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
Wieśniaczki.

Życzym wszystkie, ha, ha, ha, ha!
Karol.
Jak zdradliwie nami włada!
Burmistrz.
Jak zdradliwie nami włada!

 Razem.
(Wieśniaczki odchodzą śmiejąc się)
Burmistrz.

Wszak mówiłem...

Karol.

Mówiłeś, milczże teraz, proszę.

Burmistrz.

Wszakże wszystko cierpliwie i bez płaczu znoszę:
Ale zgadłem.

Karol.

Cóż zgadłeś, rzekłeś, zrozumiałeś,
Pojąłeś? przeniknąłeś i przepowiedziałeś?
Co? co? mów!... no, co? gadaj... ale bądź mi cicho,
Bo ciebie i te baby nadesłało licho!
Idziesz czy nie?... nie? bądź zdrów. (odchodzi)

Burmistrz (idąc za Karolem).

Ale idę, idę.
Ach, kiedyż Bóg łaskawy skończy moję biédę.





SCENA V.
(Scena się odmienia. Brzeg lasu; dnieje).
Michał, (później) Boruta.
Michał (jeszcze po kobiécemu, wbiega)

Ha, już tchu we mnie niema, nie wiem czyli żyję;
Drżą nogi... w gardle sucho... serce mocno bije.

(siada).
Boruta.

Któżto pobiegł tak nagle? coś się złego święci.