Strona:PL Ajschylos - Prometeusz skowany.djvu/23

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


OCEANOS:
A jeśli kto się na to w swej trosce odważy,
Wytłumacz, jakie z tego wynikną mu szkody!
PROMETEUSZ:
Daremna wszelka dobroć, stracone zachody.
OCEANOS:
Więc pozwól, niech choroby tej w sobie nie tłumię!
Rozumny, kto swój rozum w czas zataić umie.
PROMETEUSZ:
I z tego, zda się, dla mnie wynikłaby nędza.
OCEANOS:
Widocznie słowo twoje precz mnie stąd wypędza.
PROMETEUSZ:
Ażeby twoja litość nie obmierzła komu.
OCEANOS:
Czy temu, co w niebieskim dziś króluje domu?
PROMETEUSZ:
Uważaj, byś nie ściągnął na się jego burzy!
OCEANOS:
Twój los mi, Prometeju, za przestrogę służy.
PROMETEUSZ:
Więc dobrze! Odejdź, spiesz się, wytrwaj w tym zamiarze
OCEANOS:
Co sam uczynić pragnę, czynić mi to każe
Twe słowo. Niecierpliwie już skrzydłem trzepoce
Ten ptak mój czworonożny[1], wszystkie swoje moce
Wysila, by, powietrzne wlot przebywszy drogi,
Kolana zgiąć w swej stajni na spoczynek błogi.

(znika)
  1. ten ptak mój czworonożny — koń skrzydlaty.