Strona:PL Ajschylos - Prometeusz skowany.djvu/24

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


CHÓR: Jakże ja cierpię, że taki cię kres
Spotkał, o drogi Prometeju mój!
Widzę nieszczęście, na twą mękę łase,
I, niby deszczu zdrój,
Płynie mi z oczu chciwy potok łez,
Pożera lic moich krasę.
Okrutne dni na nas idą:
Zeus, ufny w swe nowe prawa,
Dumnie przeciwko wszystkim bogom stawa,
Potrząsa nad nimi swą dzidą.
Jęk głośny płynie po łanach wszech ziem —
Twej starodawnej chwały zagasł cud.
Wszystko, co żyje, opłakuje ciebie
I twój zhańbiony ród,
Wszystko boleje nad nieszczęściem twem.
Na sławy twojej pogrzebie
Azyjskie się żalą okraje;
Na twoje niegodne losy
Wszelaki człowiek krzyczy w niebogłosy,
Do wtóru z boleścią swą staje.

Płaczą Kolchidy mieszkańce
I dziewki, pochopne do wojny,[1]
Scytowie, co świata krańce
W ciżbie obsiedli rojnej
U wód meockich wybrzeży,[2]

I kwiecie arabskiej ziemi,
I ci, co ufni żelazu,
Dzidami chronią ostremi
Wyniosłych szczytów Kaukazu,
Swojej rycerskiej leży...

Znany mi wpoprzód był li jeden bóg,
Którego również nowy władca zmógł;

  1. płaczą Kolchidy mieszkańcy i dziewki, pochopne do wojny. — Amazonki, wojownicze niewiasty, mieszkające w Kolchidzie.
  2. u wód meockich wybrzeży. — Wody meockie — teraźniejsze morze Azowskie.