Strona:PL Ajschylos - Cztery dramaty.djvu/287

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Niech sobie pójdzie byk!
Trzymać go zdala od krowy!
Płaszcz go fałdami otoczy —
Miej-że baczenie, miej,
Na róg cię wdzieje!... Krzyk
Zali słyszycie? Przyjaźnie
Krwawą gotuje mu łaźnię.
CHÓR.
Chełpić się znawstwem jej wróżby
Wcale nie jestem gotowy,
Przecież to widzę, że tych wieszczeń treść
Nowy oznacza trud.
Celem proroczej służby
Cóż być innego może,
Jak nieść
Same nieszczęścia w lud?
Słów wieszczych moc,
A w każdem groźna noc,
Lęk w każdem ma swoje łoże.
KASANDRA.
O jej! o jej!
Jakiż to straszny wiódł mnie los!
Nędzę ci moją opowiadam w głos!
Do tych zbójeckich kniej
Pocóż mnie przygnał on?
Chyba na wspólny skon,
Bo nacóżby innego?
CHÓR.
Prorocki porywa cię szał —
O swojej własnej doli