Strona:PL Ajschylos - Cztery dramaty.djvu/288

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Nieśpiewny nucisz śpiew;
Ach! jak on boli! jak boli
Tak szary słowik śród drzew
»Itysie! Itysie!« wciąż woła.
Smutniejszy on żywot miał —
Rozkoszy chwila wesoła
Odbiegła nieszczęsnego...
KASANDRA.
O jej! o jej!
Gdzież ze słowiczym równać mój
Nieporównany, niezmożony znój?
O losie spokojnym piej:
W pierze cię stroi bóg,
Mnie, biedną, oszczep zmógł,
Miecz obosieczny siecze.
CHÓR.
Ach! skądże cię naszedł ten lęk?
Skądże te dary wieszcze,
Co takie w sercu mem
Rozpaczne budzą dreszcze?
Nadludzkim porwana tchem,
Szaloną szalejesz pieśnią!
Skąd ten złowróżbny jęk?
Te sny, co ludziom się nie śnią,
Natchnienie to nie człecze?
KASANDRA.
O jej! o jej!
Parysie, twe śluby, twe śluby,
Stały się źródłem zguby
Najdroższej braci twej!
O jej! Skamandrze, ma rzeko,