Strona:PL Ajschylos - Cztery dramaty.djvu/260

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Przyjmijcie go, jak męża, co trojańskie niwy
Przeorał onym-ć pługiem, który Zeus mściwy
Powierzył jego ręce: już tam ni ołtarzy
Ni żadnych świątnic bogów wzrok nie zauważy.
Do szczętu wyniszczono nasienie tej ziemi!
Dziś wraca ten, co dłońmi narzucił silnemi
Na Troję ciężkie jarzmo, wraca pierworodny,
Szczęśliwy syn Atreja, czci największej godny
U ludzi... Przedsię Parys razem z miastem swojem
Nie może się pochlubić czynem, by go znojem
Nie spłacił słusznej kary. Winien był kradzieży,
Rabunku, i dziś za to sam pohanbion leży.
Ojczysty dom i kraj swój podeptany widzi —
Podwójnie za grzech jego cierpią Pryamidzi.
PRZODOWNIK CHÓRU.
Wysłań cze wojsk achajskich, witaj u tych progów!
POSEŁ.
O szczęście! nawet śmierć dziś przyjmę z ręki bogów.
PRZODOWNIK CHÓRU.
Co? powiedz: tak tęskniłeś do ojczystych włości?
POSEŁ.
Ze łzy mam dzisiaj w oczach z nadmiernej radości.
PRZODOWNIK CHÓRU.
I wyście tego bolu poznali rozkosze?
POSEŁ.
Co znaczy to? Ja nie wiem, wytłumacz mi, proszę.
PRZODOWNIK CHÓRU.
Za waszą w trop boleścią i nasz ból się miota.