Strona:PL Adam Asnyk-Poezje t.2.djvu/168

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Jedzie i marzy o swoim wrogu,
Co berło świata wydziera, —
O tym nieznanym i cichym Bogu,
Co gdzieś na krzyżu umiera.

„Duszę mam, — mówi — blasków słonecznych
„Pełną i niemi obrzucę
„Ludzkość spragnioną jutrzenek mlecznych,
„I dawną pogodę wrócę.

„Przeze mnie błyśnie dawna potęga
„Obrządku, co światem władnie,
„A nowa wiara, co Rzym rozprzęga,
„Pod stopą moją upadnie.

„Nie w ciemnem, nawpół dzikiem marzeniu
„Leży zbawienie dla świata,
„Lecz w tym Heliosa jasnym promieniu
„Dojrzewa przyszłość bogata.

„Mądrość, na którą wieki się całe
„Składały w ciężkiej kolei,
„Mamyż wymienić za to niestałe
„Zaziemskich widmo nadziei?

„I barbarzyńską targnąć się ręką
„Na święte przodków spuścizny?
„Za galilejską biegnąc jutrzenką,
„Odstąpić wrogom ojczyzny?