Strona:PL Abgar-Sołtan - Klub nietoperzy.djvu/051

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


trzeba oddać Władkowi sprawiedliwość, że mimo jego wszystkich wad, bywa on czasem oryginalny i miewa niezrównane pomysły, a ty...
Mais cependant... — zaczął swą obronę Jaś.
Laissez donc! — przerwał mu niecierpliwie hrabia. — Mów co chcesz, nie zmieni to już mego zdania... Władek jest najtęższy bub, jakiego znam, a ty jesteś i będziesz zawsze niedołęgą.
Za panami wszedł do saloniku Mikołaj, wniósł on tam czarną kawę, likwor i papierosy i natychmiast dyskretnie się ulotnił.
Zostali sami.
Hrabia pierwszy przerwał milczenie, które zapanowało przez chwilę, zapytując przechadzającego się wszerz pokoju gospodarza:
— No, Władek, powiedz nam teraz, po co nas dziś tak na gwałt sprowadziłeś?
— Właśnie chciałem przystąpić do najważniejszej sprawy — odparł zagadnięty, zbliżając się do stołu i biorąc do rąk filiżaneczkę pełną dymiącej kawy, usiadł obok i mówił dalej: — Słuchajcie! Doktor mi opowiedział dziś, że czytał własnemi oczami paszkwil, który ten błazen Wędzolski nabazgrał, czy kazał komu nabazgrać na... na Jadwigę.. na pannę Jadwigę Molską. Chciałem właśnie poradzić się z wami... z tobą Karolku; co z tym fantem zrobić?
Hrabia słuchał z uwagą natężoną słów Władysława, a w miarę jak ten mówił, czoło mu się marszczyło, a około ust zarysował się jeszcze wyraźniej ów ironiczny uśmiech, wreszcie przerwał niecierpliwie:
Eh bien, ça vous gêne? Est-ce que tu es jaloux? Co cię może panna Jadwiga obchodzić?