Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/258

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dłoń; nachylił się i namiętnie, drząco przycisnął swe usta do białej ręki tuż poniżej łokcia.
Coś dziwnego się stało w tej chwili.... Obojga tym nieopatrznym wydało się, że cała powódź jaśminowej woni wlała się do pokoju.... Słowik śpiewał tak cudnie jak nigdy przed tem, ani po tem. Oba serca biły jednakiem tempem i jednakowa rumiana barwa zajaśniała na obu twarzach. Po pocałunku była chwila milczenia. Przerwał ją suchy, spazmatyczny śmiech Heleny.
— Jak to, Adasiu — wołała wśród śmiechu — więc tę Milkę, pokojówkę, subretkę w rękę pocałowsłeś? Cha! cha! cha! Milkę w rękę pocałował.
— Ależ nie w rękę, nie w rękę! — bronił się chłopak.
— A gdzież?.. Zabawne !... Powiedz gdzie? ... Pokaż, jak to było?